Mar 292016
 



Inwestycja i zysk 100 procent? Zastanawiałem się ostatnio nad tym jakim cudem telefony wyprodukowane np. w 2014 roku są nadal sprzedawane jako nówki. Czy to jakieś stare stany magazynowe czy one są po prostu nadal produkowane? Przyjmijmy, że chodzi o telefony w cenie mniej więcej 250 zł, czyli ok. 60 dolarów. Podobno wyprodukowanie takiego telefonu kosztuje około 3 – 5 dolarów (jak barszcz tania jest produkcja np. w Chinach). Wiadomo, że to zależy od wolumenu produkcji, czyli im większa produkcja, tym niższa cena jednostkowa. Takie firmy jak Nokia, Samsung czy LG produkują tego mnóstwo, ale są oczywiście modele mniej czy bardziej popularne. Przyjmijmy założenie, że cena telefonu w 2014 roku w detalu wynosiła 70 dolarów. Z pewnością po zaprzestaniu produkcji danego modelu zostają jeszcze miliony tych telefonów w magazynach, czyli to co na pniu nie zostało sprzedane. Po paru miesiącach po skończeniu produkcji taka firma wykonuje wycofanie produktu ze sprzedaży. Aby kontenery w magazynach nie zalegały, (bo magazynowanie też kosztuje) to wówczas koncern robi wielką wyprzedaż.

Jak zarobić 100%?

Producent sprzedaje wtedy hurtem np. 10000 telefonów po 10 dolarów za sztukę. Zjawiają się kasiaści biznesmeni czy poważni hurtownicy, którzy biorą po 10000 czy 100000 sztuk. Wtedy firmie koszt produkcji się zwraca, nie ma już kosztów magazynowych i tworzy się miejsce na składowanie nowych modeli. Biznesmen, który zakupił telefony od producenta sprzedaje je potem w mniejszych paczkach np. po 100, 250 czy 500 sztuk. Wycenia taki pakiet 500 sztuk przykładowo po 20 dolarów za sztukę, pakiet 250 sztuk po 25 dolarów, a 100 sztuk po 30$. Takie pakiety kupują „mali” biznesmeni, którzy sprzedają te telefony po cenie detalicznej na aukcjach internetowych (allegro, ebay).

Detalista wycenia wówczas taki telefon na 40 – 60 dolarów za sztukę, w zależności od tego po jakiej cenie kupił pakiet (albo wycenia jak mu się żywnie podoba, o ile nie musi dostosowywać się do cen konkurencji). Telefony są nowe i objęte gwarancją producenta, najczęściej międzynarodową. Producentowi zwróciły się koszty produkcji z nawiązką, zwolnił się magazyn, bo udało się pozbyć nadmiaru towaru. Bogatszy biznesmen zarobił na takiej transakcji 100%, mniejszy hurtownik, który odsprzedawał telefony w mniejszych pakietach także zarobił 100%. Podobnie ze sprzedawcą, który rozprowadzał telefony w detalu – ta transakcja także przyniosła mu 100% zysku. Oczywiście najbardziej upierdliwe zadanie ma sprzedawca detaliczny, bo musi wysyłać paczki i obsługiwać dużą ilość klientów, podczas gdy hurtownik zarabia duże sumy na mniejszej ilości transakcji.

W taki właśnie prosty sposób pomnaża się szybko pieniądze na różnych okazjach. Musi być jednak spełnionych parę warunków:
– towar wycofany z rynku, w który można zainwestować musi być odpowiednio popularny, aby po zakupie nie zostać z towarem, który nie schodzi,
– trzeba mieć na wstępie sieć kontaktów z osobami, które zakupią hurtowe ilości towaru, a jeśli chodzi o detalistów to stałą klientelę, która ten towar kupi,
– działać należy jako zarejestrowana firma, prowadzić księgowość, płacić podatki itp.

I tak oto wygląda inwestycja i zysk 100 procent. Żadna lokata, fundusz inwestycyjny czy akcje giełdowe nie zapewnią takiego zysku. Jest to najłatwiejszy sposób na pomnożenie kapitału, czyli jak 10000 zł zamienić na 20000 zł. Zakładanie lokat, aby zarobić te marne kilka procent pozwala jedynie ochronić kapitał przed inflacją. To nie jest bynajmniej sposób na wzbogacenie się.

I jeszcze mała dygresja. Naprawdę nie rozumiem dlaczego niewielu blogerów piszących o inwestycjach albo o tym jak oszczędzać pieniądze w ogóle nie wspomina o alternatywnych możliwościach pomnażania kapitału. Wszyscy tylko zachęcają do zakładania lokat podsuwając czytelnikom pod nos linki afiliacyjne (Lokata na 4% z bonusem 50 zł! Wow, ale okazja!), dzięki którym zarabiają o wiele więcej niż dana osoba zarobi zakładając lokatę z tego polecenia. Pisałem to ironicznie – wiem dokładnie dlaczego zachęcają do pakowania pieniędzy w lokaty czy fundusze, bo po prostu dostają pieniądze za naganianie bankom klientów. Robią to z premedytacją – dostarczają często użyteczną wiedzę, ale jednocześnie, jak typowi sprzedawcy, korzystają z zabiegów socjotechnicznych, aby ich czytelnik poczuł się, że jest coś takiemu blogerowi winien, bo dostaje od niego coś za darmo. „Oczywiście nie musisz – pisze bloger finansowy – ale jeśli cenisz moją pracę – to załóż tę lokatę, Ciebie to przecież nic nie kosztuje, a zarobisz paredziesiąt złotych (wow!) wpłacając bankowi 10000 zł. Ja też korzystam z tej lokaty choć wcale jej nie potrzebuję, bo na Was zarobię kilkaset razy więcej (jeśli grzecznie wszyscy ją założycie z mojego polecenia) niż zysk jaki da mi ta lokata.”

Dlatego ja od tego momentu nie namawiam więcej do ładowania kasy w tak bezpieczne „inwestycje” jak lokaty, tylko postanowiłem szukać innych, konkretnych rozwiązań, które mam nadzieję prezentować tutaj na blogu.

Sorry, the comment form is closed at this time.